Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolumbia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolumbia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 czerwca 2015

Bogota street art, cz. 2

Część pierwsza tutaj.

W dzisiejszym odcinku kolejnych dwóch Bogotan.



DJ LU


Artysta pracujący głównie z szablonami, często poruszający tematy ekologii i (anty)kapitalizmu. Miał nawet jakąś awanturę z organami, gdy zaczął stemplować banknoty. Akcja wymknęła się spod kontroli, gdy stemple wymknęły się mu z rąk. Ale jakoś się chyba wywinął.









słyszeliście o krążących po oceanach, olbrzymich wyspach plastiku?



Guache


...czyli dzieła oparte na rdzennych klimatach w kolorowych, nieco wizyjnych obrazach.









C. d. n.




niedziela, 7 czerwca 2015

Bogota street art, cz. 1

Ileż to ja miałem pisać o street arcie w Bogocie! Teraz już wiem, że akurat tyle, żeby mnie to przerosło, więc do dziś nie napisałem nic. To znaczy coś tam napisałem, ale ten dokument jest gdzieś na terabajcie naszego zepsutego dysku.

Wracam do tematu po ponad pół roku. Tylko kilka słów + foty.

---

Rodez

Bogotanin, który malować po ścianach zaczął koło 50-ki (wcześniej malarz technik bardziej klasycznych).




opowiada Crisp - australijski (obecnie bogotański) street-artysta, jeden z przewodników Bogota Graffiti Tour

Leitmotifem gościa jest wielość oczu. Podobno to inspiracja ayahuaskowymi wizjami.


Nomada

Córka albo synowa Rodeza, nie pamiętam dokładnie. Chyba córka. Jej mąż też maluje. Taka znana bogotańska rodzina malarzy.

praca Nomady po lewej




Lik Mi

Vlepiarka mocno zainspirowana jogą i kulturą Indii. Podobno wychodzi też nie najgorzej finansowo, sprzedając ciuchy z nadrukami swoich projektów. Vlepy są więc dla niej również marketingiem bezpośrednim.




C. d. n.


poniedziałek, 29 grudnia 2014

Datura, czyli czarcie ziele albo bieluń

Czarcie ziele ma cztery węzły: korzeń, łodygę z liśćmi, kwiaty i nasiona. […] Najważniejszy węzeł to korzenie. Potęgę czarciego ziela pokonuje się przez korzenie. Łodyga i liście to węzeł leczący choroby; właściwie użyty jest dobrodziejstwem rodu ludzkiego. Trzeci węzeł znajduje się w kwiatach; używa się go do wprowadzania ludzi w obłęd lub żeby zapewnić sobie ich posłuszeństwo albo żeby ich unicestwić. Człowiek, którego sprzymierzeńcem jest bieluń, nigdy nie przyjmuje kwiatów, tak samo jak łodygi i liści, chyba że w wypadku własnej choroby, zawsze natomiast przyjmuje się korzenie i nasiona, zwłaszcza nasiona; stanowią one czwarty węzeł czarciego ziela, obdarowany największą mocą.
Mój dobroczyńca mawiał, iż nasiona to „węzeł trzeźwości” – jedynie ta część ziela zdolna jest wzmocnić ludzkie serce.
Carlos Castañeda „Nauki Don Juana” (1968)


Amazoński lud Shuar ma swoje trzy „święte rośliny”: tytoń, ayahuaskę i daturę, czyli bieluń. Ten ostatni, jak podejrzewam, zarezerwowany jest głównie dla samych curanderos.
To potężna i niebezpieczna roślina. Znachor innego plemienia (Siona lub Cofan) z dorzecza Cuyabeno powiedział nam, że wywar z ayahuaski i datury był częścią jego rytuału przejścia. Miał wówczas blisko 40 lat i wspomina, że przez dobę był na wpół żywy. Rytuał ten był ostatnim krokiem na jego kilkunastoletniej drodze do zostania szamanem.

ów szaman, tutaj smyrający dla zdrowia pokrzywą (ortiga) naszego przewodnika Diego

Zdarza się, że zażywających bieluń przywiązuje się do drzewa, bo dostając pomieszania zmysłów, mogą zrobić sobie albo komuś krzywdę. Dlatego też w takiej ceremonii nie uczestniczy żaden inny szaman czy opiekun. Z daturą zmagasz się sam, nie licząc hord diablików, których podszepty rzekomo słyszy się podczas bieluniowego lotu. Tak twierdziła szamanka kaktusa san pedro Felicia, która kiedyś próbowała datury. Poza złowrogimi podszeptami, na godzinę oślepła. Godzinę, którą zajęło jej pokonanie na czworaka jednego metra. Mówiła, że każda czynność zdawała się absurdalnie trudna i ma respekt do tej rośliny, ale to nie jej lot.
Chodzą plotki, że alergicznie wrażliwi na bieluń mogą zatruć się już samym dotknięciem kwiatu, i przez kilka godzin nurzać się w malignie. Inną, współczesną paranoję rozdmuchują media. Ostatnio moja siostra Madzia podesłała mi dokument (swoją drogą marnej jakości, a prezenter gringo-tłumok) o tym, jak to rzekomo przestępcy w Kolumbii przetwarzają daturę przy pomocy chemikaliów, niczym kokę na kokainę, na bardzo niebezpieczny biały proszek. Wystarczy nabrać odrobinę na dłoń, dmuchnąć komuś w twarz i po minucie masz swojego własnego poddanego. Możesz poprosić takiego zombie o numer karty kredytowej lub ściągnięcie majtek, bo podobno ofiara jest skrajnie podatna na wszelkie sugestie. Mimo to, przez dwa miesiące w Kolumbii nie słyszałem o tym ani razu. Za to z tego samego dokumentu dowiedziałem się, że nawet przestępcy boją się korzystać z tego opartego na bieluniu wynalazku. Dlaczego? Bo trzeba doskonale wyliczyć proporcje – proszku musi być bardzo mało, inaczej ofiara umrze i nici z karty i PIN u. Myślę, że zbyt to wysublimowana technika dla przeciętnego, w gorącej wodzie kąpanego zbira z Kolumbii.
Poza tym dokument wmawiał ludziom, jak to niebezpiecznie jest w Kolumbii, używając przykładu, który znajdziesz w co dziesiątym europejskim ogródku. Bieluń jest często spotykaną w Europie rośliną ozdobną. Nie wiem, czy ma podobne właściwości, co tutejsze czarty.



- Ziela używa się jedynie w związku z mocą. […] Mężczyzna pragnący odzyskać wigor, młodzieńcy pragnący zmierzyć się ze zmęczeniem i głodem, człowiek pragnący zabić innego człowieka, kobieta szukająca roznamiętnienia – ci wszyscy ludzie potrzebują mocy. A ziele ich nią obdarzy! […]
- Czuję przypływ dziwnego wigoru – […] Było to bardzo osobliwe doznanie niewygody czy frustracji; całe moje ciało poruszało się i rozciągało z niezwykłą lekkością i siłą. Odczuwałem swędzenie ramion i nóg. Miałem wrażenie, że puchną mi barki, a mięśnie grzbietu i karku korciły mnie, żeby naprzeć lub ocierać się o drzewa. Wydawało mi się, że mógłbym rozwalić mur, waląc w niego głową.
Carlos Castañeda „Nauki Don Juana” (1968)


Ale właściwie to nie o daturze chciałem pisać. Ani o ayahuasce – już całkiem bezpiecznej dla życia substancji, która jest roślinnym przewodnikiem i nauczycielem szamana, oraz lekarstwem dla ducha i układu pokarmowego jego pacjenta. Pisać miałem o tej trzeciej roślinie, którą jest tytoń. I zrobię to, ale już w kolejnym poście.


Na koniec jeszcze dwie foty, bo san pedro niedługo zakwitną, a na razie wyrosły na nich takie shizowe karczochy.


(ano)

środa, 10 grudnia 2014

Portrety zwierząt amazońskich - rezerwaty w Mocoa

Poniższe fotografie zrobiliśmy w dwóch rezerwatach przyrody w Mocoa w Kolumbii, Centro Experimental Amazonico i Paway.
Centro Experimental Amazonico to państwowa inicjatywa, która obrała za główny cel kształcenie obywateli w temacie flory i fauny. Mając do dyspozycji spore terytorium, ci zaangażowani ludzie budują szlaki edukacyjne, na których można podziwiać mnogość gatunków roślinności, charakterystycznej dla regionu. A jesteśmy u stóp kolumbijskich Andów, na obrzeżach Amazonii.

Mają kilka stawów rybnych, gdzie hodują m.in. największą spośród ryb rzek amazońskich, by następnie podnieść poziom jej populacji, zagrożonej przez połownictwo, w jej naturalnym środowisku. 
Kilka osób codziennie pracuje nad szkółkami dobroczynnych drzew i krzewów, typowych dla regionu, które potem trafiają w ręce mieszkańców okolicy, by na nowo zadrzewiali swe tereny tak, jak natura chciała.

Poza tym są też zwierzęta ze zdjęć, którym nie poszczęściło się w ten czy inny sposób – są chore, za słabe, za małe, lub za brzydkie (ten argument dotyczył jednej z ar – najpierw nie mogłam w to uwierzyć; potem, gdy uzmysłowiłam sobie, jak uczuciowe są te ptaki, pomyślałam, że niemożność znalezienia partnera musi być dla nich koszmarem; w dżungli wszystkie ary latają parami, to niesamowity widok), by przeżyć na wolności. 
Albo, jak jednemu z tukanów, nie wykształcił się ogon; lub też, jak trzy piękne tigrillo, urodziły się i pierwsze miesiące życia spędziły w niewoli, bo ich mama była w rezerwacie z powodu kontuzji, i w związku z tym prawdopodobnie nie potrafiłyby samodzielnie przetrwać w dżungli. Część z tych zwierząt porusza się po szerokim terenie, jednak duża część niestety mieszka w klatkach. Fakt, nie mają w tych klatkach zbyt wiele miejsca, przynajmniej jednak są otaczane troskliwą opieką.

W CEA po raz kolejny spotkałam moje ulubione ptaki, montezuma oropendola, zwane też mochileros, bo ich zwisające z gałęzi drzew gniazda przypominają plecione torby. Ich melodia jest jasna i czysta; nazywają ją kroplą wody, gota de agua.

Paway to podobny rezerwat, tyle że prywatny i na mniejszą skalę. Mają tam mariposario, czyli motylarnię, przepiękne amazońskie ary, żółwie, a poza tym kilka małpek odratowanych parę miesięcy temu z cyrku. Małpy te to najsmutniejsze stworzenia, jakie widziałam w życiu.

(w)



















niedziela, 7 grudnia 2014

Botero

Najlepsze muzeum sztuki w Bogocie ochrzczono nazwiskiem Fernando Botero, najbardziej rozpoznawalnego artysty Ameryki Południowej. Botero to wspaniały gość. Podarował temu muzeum 123 dzieła własne plus 85 obrazów ze swej domowej kolekcji, w tym m. in. Picassa, Chagalla, Rauschenberga i kilku francuskich impresjonistów. Niemal drugie tyle ofiarował muzeum w Medellin, skąd pochodzi. Poza wymienioną kolekcją w muzeum Botero mamy przekrój sztuki kolumbijskiej i sporo bardzo różnych dzieł z innych części kontynentu. Wstęp do muzeum jest darmowy, a tyle do obejrzenia, że spokojnie można tam spędzić pół dnia. Szacun.

Świetność Botero, poza jego hojnością, objawia się w jego stylu, zwanym boterismo.
Botero jest artystą krytycznym i ironizującym. Zajmuje się karykaturalną sztuką figuratywną, realizuje przede wszystkim mocno wykrzywione portrety sytuacyjne. Jego pomysł jest prosty i zarazem mocny: ukazuje figury (głównie ludzie) w powiększonym, mocno przesadzonym rozmiarze, przez co nabierają groteskowości. Duże figury, krzywe proporcje. Mamy więc obłe, gigantyczne kobietki, grubych mężczyzn, pulchne ptaki, bujne obfite konie o monumentalnych nogach. Spójrzcie.

(w)