piątek, 10 lipca 2015

Tribu - Nie mój program

Tribu's on.



Music: Snellius (aka Senhor Efebo)
Lyrics / vocals: Szczeniak Światła (aka Anonim)
Vocals recorded by: Yuin Huzami in Sacred Valley Sounds, Peru
Mix: Loop Stealers
Mastering: Piotr Kala in Studio Bychawka and Loop Stealers
Premiere: 2015-06-19


// English below //

Tribu to pozytywne wibracje zaangażowanego hip-hopu z wpływami funku, afrobeatu, elektroniki... Tribu lubi pierwotne tematy, podejmując je zwykle w pogodnym tonie. Tribu chce służyć ciału, umysłowi i duszy wysokimi wibracjami i ciepłymi słowami, a oczyszczać je wibracjami niskimi i świadomym przekazem.
Tribu zakładamy jako duet MC (Szczeniak Światła aka Anonim) + producent/DJ (Snellius aka Senhor Efebo). Ale to dopiero zalążek. Plemię będzie rosło, dynamicznie się zmieniając.

Więcej wkrótce na Tribu fb.

//

EN

Tribu gives you positive vibrations of conscious hip-hop with influences of funk, afrobeat, electronic and medicine music... Tribu likes primal topics, serving them usually in a light tone. Tribu wants to soothe the body, the mind and the spirit with high vibrations and warm words, as well as clean them with low vibrations and conscious message.
Tribu starts as a duo MC (Szczeniak Światła // Pup of Light) + producer/DJ (Snellius aka Senhor Efebo). This is just the beginning. The tribe will grow and change dynamically.

More soon on Tribu fb.

niedziela, 5 lipca 2015

Tres Cruces

...jest rzekomo w pierwszej piątce miejsc, w których występują najbardziej zjawiskowe wschody słońca na świecie. Jeśli trafi się z pogodą. Największe szanse ma się właśnie teraz, w czerwcu i lipcu.
Jechaliśmy tam z Pisac ze 3 godziny collectivo (2 godziny jazdy plus czekanie tu i tam na zapełnienie się autobusu), a z miasteczka Paucartambo kolejne 2-3 godziny taksówką. Gdy dotarliśmy, już się ściemniało i siąpił niemiły deszcz. Nie uśmiechało się nam rozstawianie namiotu. Na szczęście na kolejny wieczór zaplanowana była jakaś spora uroczystość z okazji przesilenia (tutaj zimowego, czyli moment, w którym słońce zaczyna wracać), więc na miejscu było sporo robotników, a schronisko było wyjątkowo otwarte. Dzięki temu nie musieliśmy rozstawiać pożyczonego namiotu. Robotnicy wskazali nam mały, pusty pokoik wewnątrz i powiedzieli, że tu możemy się rozwalić. Posiedzieliśmy chwilę przy ognisku z robotnikami, pogadaliśmy trochę i położyliśmy się spać, bo rzekomo fajerwerki zaczynają się od 3 rano.
Wstałem wyjrzeć o 3:30. Nic. Chwilę po czwartej. Nadal nic. Koło piątej się nieco rozjaśniło. Ujrzeliśmy ocean spokojny chmur. Zero wiatru.
Natomiast chcieliśmy zobaczyć widok z blisko 4 tysięcy metrów na bezkres dżungli. Do 8 rano sytuacja się nie zmieniła. Chmury nad nami, chmury pod nami, wiatru brak, a znudzony taksówkarz już któryś raz powtarza mala suerte, czyli że pecha mamy. Słońce zobaczyliśmy dopiero przed południem, z powrotem w Paucartambo. Następnym razem musi zabrać ze sobą jakichś potężnych druidów, żeby rozgonili żywioł.

(ano)






niedziela, 28 czerwca 2015

Shir i Itamar. Miłość do roślin i inne wątki

Shir i Itamara poznaliśmy niemal rok temu w Vilcabambie. Bartek pisał o nich tutaj. Za ich sprawą zmienił się kierunek naszej podróży. Początkowo planowaliśmy ruszyć z Ekwadoru na północ, przez Kolumbię, Nikaraguę, Honduras do Gwatemali, może Meksyku. Shir i Itamar przekonali nas jednak z łatwością, że musimy ruszyć na południe i dotrzeć do peruwiańskiej Świętej Doliny. Co, jak wszyscy dobrze wiedzą, okazało się strzałem w dziesiątkę.




Los chciał, że i oni, po kilku miesiącach w Kanadzie, wrócili do Świętej Doliny, i od stycznia nasza przyjaźń nabrała kolorowego rozpędu. Nieco ponad miesiąc temu namówili nas, żebyśmy w końcu zostali sąsiadami. Mieszkamy teraz vis a vis, drzwi w drzwi. Odległość to jakieś 5 metrów. Posiłki jemy wspólnie na trawie pomiędzy domami.
Gdybym chciała opisać, jak wiele zawdzięczamy tym cudownym ludziom, byłoby z tego co najmniej kilkanaście postów. Spotkanie z nimi to jedno z największych błogosławieństw tej podróży, która zresztą jakiś czas temu przestała być podróżą, również w dużej mierze dzięki nim.

Naszym najnowszym sposobem okazywania im wdzięczności i miłości jest pieczenie ciasta, co tydzień innego. Wzajemnie się inspirując, przeżywamy wspólnie kulinarny renesans.



Jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakich nauczyłam się od Shir i Itamara, jest ręczne wyrabianie naturalnych kosmetyków. Mydła, szamponu, dezodorantu, różnych maści, kremów, aromatyzowanych wód. Wykorzystując wiedzę o leczniczych właściwościach roślin, dobroczynne działanie naturalnych olejów i olejków eterycznych, dodając naturalne koloranty, jak cynamon czy papryka, można własnoręcznie stworzyć najwyższej jakości kosmetyki o leczniczych właściwościach. Pokochałam tę alchemię od pierwszego razu. Już jakiś czas większość kosmetyków, których używamy, jest własnej produkcji.



Fluffito, kot Shir i Itamara





Wspólna produkcja cukierków na kaszel

Jeszcze bardziej niż receptury zafascynowała mnie wiedza o leczniczych właściwościach poszczególnych roślin. Każda, każdziuteńka roślina ma szereg zastosowań dla człowieka, wewnętrznych lub zewnętrznych.
Żyjemy, dosłownie, w ogrodzie pełnym leczniczych roślin o wszechstronnych zastosowaniach. W tym ogrodzie kwitnie wszystko, czego potrzebujemy dla zdrowia. Jednak nasza wiedza o tych roślinach jest kosmicznie mała, mikra. Nie potrafimy korzystać z tego, co mamy pod nosem, za co nie musimy płacić.
Krąży w okolicy taka legenda. Pewien człowiek przyjechał do Amazonii i miał szansę wziąć udział w ceremonii ayahuaski. Już po ceremonii, dzieląc się swoim doświadczeniem z szamanem, spytał go, jakim cudem ktoś wpadł na pomysł, że gotowanie tej właśnie liany, jednej z tysięcy gatunków lian, z liśćmi krzewu akurat chacruny, daje ten przepotężny wywar o globalnym leczniczym zastosowaniu. Szaman odparł, że ta wiedza pochodzi bezpośrednio od roślin. Że, zwyczajnie, trzeba spytać roślinę, w jaki sposób człowiek może z niej skorzystać. I roślina odpowie. Źródłem wiedzy mieszkańców Amazonii o lecznictwie jest słuchanie roślin. Rośliny do nich przemawiają, uczą ich. Trwa to już setki, tysiące lat. Zdolność, która nam wydaje się nie do pojęcia, bo tak daleko odeszliśmy od symbiotycznej relacji z Ziemią, dla nich nadal jest czymś podstawowym i bardzo naturalnym. Ta wiedza jest potężna i bardzo praktyczna. Dzięki niej ludzie z „Zachodu”, przyjeżdżając do dżungli poddać się kilkutygodniowej bądź kilkumiesięcznej diecie (dedykowanej zwykle jednej konkretnej roślinie), nie tylko na zawsze wykorzeniają swoje dolegliwości, ale też doświadczają głębokiej przemiany duchowej, bo rośliny działają kompleksowo, leczą równocześnie ciało i ducha. A takich roślin są setki, jeśli nie tysiące.




Wracając do Shir i Itamara. Poza produkcją naturalnych kosmetyków i prowadzeniem warsztatów, gdzie uczą innych, jak to robić (bo istotną dla nich misją jest, by coraz więcej ludzi korzystało z natury, zamiast z chemii), ich wielką pasją jest jedzenie. Niedawno, dzięki rządzącemu okolicą prawu synchroniczności, Pisac zyskał dzięki nim hummus-restaurację otwartą raz w tygodniu. Sukces pełną gębą. Co więcej, od przyszłego tygodnia Bartek będzie tam organizował jam sessions, których dziwnym trafem jeszcze tu nie ma, mimo że okolica pełna jest wybitnych muzyków. W sumie nigdy wcześniej nie spotkałam tylu wspaniałych muzyków w jednym miejscu. I inspirujących, bo to w dużej mierze dzięki nim zaczęliśmy śpiewać i grać na instrumentach. Także, kochani, przyszłość zapowiada się najpiękniej.



(w)